Menu główne
Szukaj
| Na rany Chrystusa! Oddajcie to dziecko! |
|
| 17.11.2009. | |
|
1. Sądy zbyt łatwo odbierają rodzinom dzieci – alarmuje dzisiejsza „Rzeczpospolita”. I podaje dane: Obecnie w domach dziecka i placówkach opiekuńczych i w rodzinach zastępczych przebywa prawie 100 tysięcy dzieci. O 10 tysięcy więcej, niż 5 lat temu. Nie liczby są tu jednak najważniejsze, lecz losy dzieci i losy rodzin, za tymi liczbami stojące. Za tymi liczbami kryją się tysiące dziecięcych tragedii. 2. Byłem kiedyś sędzią rodzinnym. Dawno temu i krótko, ale sprawy z tego sądu, związane z losem dzieci, bardziej wbiły mi się w pamięć niż wiele spraw o zabójstwa, które sądziłem przez wiele lat. Wbiły mi się w pamięć, bo sprawy dotyczące losu dzieci są najtrudniejsze, wymagają nie tylko znajomości prawa, ale przede wszystkim wymagają wrażliwości serca i sumienia. 3. Uważam, że dziecko można zabrać z rodziny tylko wtedy, gdy ktoś się nad nim znęca albo je molestuje. I to w przypadkach beznadziejnych, zwłaszcza gdy winni są oboje rodzice. Jeśli czynów takich dopuszcza się jedno z rodziców, wbrew drugiemu, to złego rodzica od rodziny trzeba zabrać, a nie dziecko! Nie zabiera się matce dziecka, a dziecku matki tylko z tego powodu, że ojciec się nad nim znęca. Zabiera się ojca do kryminału, a potem zakazuje mu się przebywania w odległości od dziecka bliższej niż kilometr. 4. Niestety dzieci wyrywa się z rąk rodziców, dosłownie wyrywa się je - także z powodu biedy. Są takie sądy i takie wyroki, gdy podstawą odebrania dzieci był niski status materialny rodziny. Już pomijam tragiczne okrucieństwo takich praktyk, ale nawet ekonomicznie nie ma to żadnego uzasadnienia. Często wystarczyłoby pod odpowiednia kontrolą dać rodzinie ćwierć tego, co kosztuje utrzymanie dzieci w domu dziecka i dzieci miałby chleb, mleko i ciepło w domu. A przede wszystkim miałyby miłość, jakiej poza rodziną zazwyczaj nie znajdują. 5. W programie Elżbiety Jaworowicz zetknąłem się ze sprawą szczególnie tragiczną, z terenu Dolnego Śląska. Sąd rodzinny zabrał rodzinie i oddał do pogotowia opiekuńczego dziesięcioletniego chłopca z powodu ….nadmiaru miłości, jakim obdarza chłopca jego matka. Normalna rodzina, ojciec pracuje, matka prowadzi dom, jedno jedyne dziecko, kochane przez rodziców, własny pokój, zabawki…dziś pokój jest pusty, a zabawki przypominają, że ktoś tu kiedyś żył, a dziś jakby umarł. Sąd rodzinny nagle, bez zdania racji, bez żadnych ku temu racjonalnych powodów nakazał odebrać to dziecko rodzicom i zabrać je do pogotowia opiekuńczego! Cz państwo potraficie to sobie wyobrazić? Uzasadnienie owszem jest, jakieś opinie psychologiczne o nadmiernej troskliwości matki, a także o tym, ze matka podobno obnosiła się, że ma objawienia religijne. No i jeszcze jeden ciężki zarzut – w mieszkaniu znajduje się klęcznik do modlitwy, bo rodzice dziecka to ludzie pobożni. Dziecko już drugi rok tuła się po placówkach opiekuńczych, a co cierpi - możemy sobie tylko wyobrażać. Widocznym tego objawem jest łysienie. Tak, proszę państwa, jedenastoletni dziś chłopiec łysieje z rozpaczy! 6. W sprawę zaangażował się Rzecznik Praw Dziecka, który opowiada się za natychmiastowym powrotem chłopca do rodziny. Są nowe diagnozy psychologiczne, które wskazują na tragiczne dla psychiki dziecka skutki odrwania go od rodziny. Nic to nie zmienia. Sąd wszechmogący zarządza kolejne badania psychologiczne. Najbliższe mają się odbyć w przyszłym roku wiosną. Chłopiec oczekuje na nie w domu dziecka. 7. Sądy są niezależne, niezawisłe i nieodpowiedzialne. Jako poseł nie mam prawa wywierać na nie nacisku. Mogę jedynie przypomnieć scenę z „Krzyżaków”, gdy Jurand ze Szychowa krzyczał na zamku w Szczytnie – na rany Chrystusa, oddajcie mi dziecko! I błagać sąd, w ślad za tą sceną – Na rany Chrystusa, sądzie! Oddaj rodzicom to dziecko, nie znęcaj się nad nim dalej! 8. Na ogół nie wierzyłem w spiski, ale od kiedy potwierdziła się koszmarna opowieść o „łowcach skór” w łódzkim pogotowiu – wiem, że każde podejrzenie może być prawdziwe, bo nie ma takiej podłości, której ludzie nie zrobią dla pieniędzy. Słyszałem tezę, że tak łatwo odbiera się dzieci tylko dlatego, żeby placówki opiekuńcze miały „przerób”. Bo inaczej trzeba je będzie zamknąć. I że dotyczy to również niektórych (podkreślam – niektórych!) rodzin zastępczych, które wyciągają ręce po cudze dzieci, żeby na nich zarobić. I że bywają psycholodzy, bywają kuratorzy sądowi powiązani z takim „biznesem” i że to oni robią wszystko, aby nakłonić sąd rodzinny do odebrania dziecka z jego naturalnej rodziny. Chciałbym mieć pewność, że te podejrzenia są fałszywe. W świetle znanych mi faktów tej pewności nie mam. 9. Raz jeszcze wrócę na zakończenie do moich osobistych sędziowskich doświadczeń. Byłem wtedy młody i jak na sędziego bardzo jeszcze niedoświadczony. Obiektywnie biorąc – na sędziego rodzinnego zupełnie się wtedy nie nadawałem, Sędzią rodzinny nie powinien być tylko znawcą paragrafów. Tych akurat jest niewiele, kodeks rodzinny i opiekuńczy to bodaj najkrótszy kodeks w całym polskim prawie. Sędzia rodzinny powinien być znawcą życia. Żeby decydować o losach cudzych dzieci, trzeba najpierw mieć własne i to niekoniecznie takie, które uczą się na samych piątkach i nie przysparzają kłopotów. Gdyby w sądach rodzinnych zasiadało więcej znawców życia, to zapewne odbieranych dzieci byłoby mniej. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|
